1,5 roku wcześniej...
- Zostaw! To moje, nie dotykaj!
W lesie rozbrzmiewał piskliwy krzyk. Mała wadera panicznie usiłowała zabrać wianek z róż napastniczce. Niestety, bezskutecznie. Ogromna Shelia od dawna ją nękała, zabierała jedzenie, niszczyła plecionki i straszyła zwierzęta.
- Ha, ha! Co teraz zrobisz Szczurku? - jej głos przepełniony był niemalże namacalną pogardą.
Shelia tak właśnie nazywała Nel. Dlaczego Szczurek? Otóż wadera ta była wyjątkowo drobnej postury, wyglądem przypominała raczej gryzonia niż wilcze szczenię. Oczy małej Nel zalśniły od łez. Już po chwili w całej okolicy słychać było głośne chlipanie. Zza krzaków wyłoniła się postać Hierr, Alphy watahy. Jak większość jej członków, nie przepadała za wielkooką Neriel. No cóż, nie mogła jednak pozwolić na takie zachowanie.
- Shelio! Oddaj to natychmiast! - warknęła władczo.
Wysoka wadera skrzywiła się nieznacznie. Zaraz jednak się opanowała i podała Hierr skradziony wianek. Oczy Nel przepełniła radość. Niezdarnie podeszła do Alphy z nadzieją odzyskania swojej własności. Spróbujcie sobie wyobrazić, jak wielkie było jej zdziwienie, gdy usłyszała stanowczą odmowę.
- Dorośnij wreszcie! Życie nie polega tylko na pleceniu wianków i hasaniu po łąkach! - rzekła szorstko Hierr, po czym ku radości Sheli zniszczyła wianek.
Mała Nel wybuchła głośnym płaczem.
- Co ja takiego wam zrobiłam? Czemu mnie tak traktujecie? To dlatego, że jestem sierotą? - wydukała prezez łzy.
Żadna z jej towarzyszek nie odpowiedziała. Hierr mruknęła coś pod nosem i odeszła. Shelia usiadła na ziemi z widniejącym na pysku triumfalnym uśmiechem.
* * *
Shelia nie dawała jej spokoju. Była jak rzep uczepiony wilczego ogona. Co taka mała i bezbronna wadera jak Nel mogła zrobić wobec ogromnej i brutalnej dręczycielki? Była problemem, z którym wielkooka zmagała się od dawna. Zagłębiła się w las, rozmyślając nad jakimś wyjściem z zaistniałej sytuacji. Próbowała odstraszać, nękać, a nawet robić pułapki, ale jedyne co udało się jej osiągnąć, to jeszcze większa złość i pogarda Sheli. Długo zastanawiała się, co powinna począć i wtedy nasunęła się jej pewna myśl... A co gdyby zwyczajnie z nią porozmawiać? W końcu proste rozwiązania przynoszą prosty efekt. Zadowolona pokiwała łebkiem.
* * *
Zaczaiła się w krzakach. W drżącej ze strachy łapce trzymała czerwoną chustę Sheli. Głośne okrzyki wściekłości wskazywały na to, że cel Nel jest już blisko. Nagle usłyszała głośne BUM! Już po chwili do jej wyczulonych uszu doszedł jęk bólu. Wysunęła pyszczek z ukrycia. Shelia leżała na ziemi, trzymając się za łapę, na której widniała spora, obficie krwawiąca rana. Najwyraźniej potknęła się o wystający korzeń. Zdziwienie Neriel nie miało granic. Spodziewała się ujrzeć gotową do ataku, przerażającą waderę, a tymczasem jej dręczycielka... płakała? Nel podeszła do rannej. Mimo strachu nie mogła jej tak zostawić. Nazbierała kilka świeżych liści i zrobiła z nich prowizoryczny opatrunek. Shelia uspokoiła się i otarła łzy.
- Nie potrzebuję pomocy... - wymamrotała, ale nie zabrzmiało to zbyt wiarygodnie.
* * *
Długo siedziały w milczeniu. Shelia odważyła się przerwać nieprzyjemną ciszę.
- Dziękuję. - powiedziała z serdecznym uśmiechem.
Niewidzialną barierę zastąpiła nić przyjaźni i porozumienia. Shelia otworzyła się przed Nel i opowiedziała o sobie więcej. Jak później się okazało, tak jak Neriel nie miała przyjaciół. Bojąc się niezrozumienia ze strony innych, stała się nie miła, a widząc, że inni się jej boją, czuła się bezpieczna. Wielkooka rozumiała Shelię, a Shelia rozumiała ją. W ten właśnie sposób, poprzez zwykłą otwartość i rozmowę stały się prawdziwymi przyjaciółkami. Nie potrzebowały innych, miały siebie nawzajem...
* * *
Słońce ustąpiło miejsca księżycowi. Neriel już w formie Luny, powoli wstała spod drzewa. Bardzo brakowało jej zmarłej Sheli. Okoliczności jej śmierci znała tylko ona i nie miała zamiaru nikomu o nich mówić. Spojrzała na las wyznaczający teren watahy. Tam była jej prawdziwa rodzina. Powolnym krokiem skierowała się w jego stronę. Przeszłość miała za sobą, a przed sobą... cały świat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz