Mozolnie rozciągnęłam się na legowisku. Chciałam wstać, lecz nie potrafiłam. Powolnie otworzyłam oczy. Przestraszyłam się na ściankę jaskini. Czułam się niezręcznie, gdyż wiele osób "gapiło się" na mnie. Mama rozmawiała z czerwonym basiorem. Podeszłam do niej i pociągnęłam za futro na łapie.
-Mama... -Wymamrotałam.
-Tak kochanie? -Odwróciła natychmiastowo wzrok na mnie i zaczęła przeczesywać mi futro na głowie pazurami.
-Kto to? Kim ja jestem? - Pokazałam na grupkę wilków.
-Przyjaciele. A ty jesteś Reddorouzu, co oznacza czerwona róża. A tam leży Twój braciszek. Kodoku. - Uśmiechnęła się pięknie.
W tym samym czasie obudził się mój brat.
-Właśnie, ty tępa decho... - Warknął.
-Ej! Nie mów tak do siostry. -Powiedziała mama wojskowym tonem.
Nagle ktoś z grupki podbiegł do mnie.
(Ktosiu?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz