Mijały minuty, a ja wciąż myślałem tylko o jednym...Nie, nie o tej wścibskiej wronie, która niecały kwadrans temu postanowiła uprzykrzyć mi życie. To akurat nie ma z tym nic wspólnego.
Myślałem o siostrze, która w tak okrutny sposób zniknęła z tego świata...Przyrzekłem sobie, że będę ją chronić. I co? Po zaledwie kilku latach, zostaje rozszarpana na moich oczach. A to tylko dlatego, że nie byłem dość stanowczy, by zabronić jej wejść do tej cho*ernej jaskini! Pilnowanie jej było moim jedynym zadaniem...A mimo wszystko zawiodłem, tracąc ostatni sens życia...
Poczucie winy, niczym niewidzialna siła tarmosiło mnie za uszy, jednocześnie wpajając do głowy pytania: Dlaczego to wszystko właśnie tak się potoczyło? Dlaczego musiała zginąć? I dlaczego to nie mogłem być ja?!
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - wyrwał mnie głos z zamyślenia.
Zdezorientowany spojrzałem w stronę wadery, z lekkim przerażeniem stwierdzając iż z każdą chwilą bardziej przypomina mi zniekształconą plamę niż wilka.
Zamrugałem kilkakrotnie mając cichą nadzieję, że w ten sposób wyostrzę sobie obraz, co tylko pogorszyło sprawę...
- Złotko... - zacząłem. - Jak mniemam w okolicy jest wiele wilków, które będą na tyle łaskawe i postanowią wysłuchać twego marudzenia. Na mnie nie licz. - odparłem, po raz ostatni siląc się na złośliwy uśmiech.
Na chwilę obecną zależało mi tylko na tym, by ją do siebie zniechęcić i zmusić do jak najszybszego opuszczenia tego miejsca. Dlaczego? Bo nie mam zamiaru zasłabnąć w jej obecności...
Wadera mimo wszystko nie dawała za wygraną, ze skupieniem obserwując każdy mój ruch.
- Jasna cho*era! - syknąłem. - Czego nie zrozumiałaś w mojej poprzedniej wypowiedzi?!
- Jakim prawem podnosisz na mnie głos?! - warknęła.
- Zmiataj stąd, nim naprawdę zrobi się nieprzyjemnie... - ostrzegłem, lekko pochylając się ku nieznajomej.
Zauważywszy, że z każdą chwilą ściemnia się coraz bardziej, zrezygnowałem z prób pozbycia się wadery. Nie czekając na jej reakcję, wycofałem się nieznacznie i położyłem pod najbliższym drzewem.
- Wybacz, ale ja nigdzie się nie wybieram. - usłyszałem po chwili ciszy.
Obawiając się, iż mój głos już całkowicie został przepełniony bólem jaki co parę sekund odczuwałem coraz intensywniej, darowałem sobie zgryźliwą odpowiedź.
Mimo koszmarom jakie mnie prześladowały, po raz pierwszy od dłuższego czasu, pragnąłem zasnąć i już nigdy się nie obudzić...No, ale oczywiście tak się nie stało, bowiem jakaś natrętna istota postanowiła wyleźć z pobliskich krzaków i...
<Jasmin? Ktosiu? Sorry, że takie krótkie. Weny nie mam ;_;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz